sobota, 30 maja 2015

Rozdział 6

(...) - Ty cierpiałaś? - Nagle spoważniał. - A myślisz że ile ja cierpiałem widząc Cie każdego dnia i nie móc Cię nawet pocałować... Myślisz że tylko ty cierpiałaś? Widziałem Cie dzień w dzień jako moja uczennica... Byłaś zakochana w Sasuke, a ja musiałem to znosić.
- Kakashi ja nie wiedziałam... Przepraszam. Myślę że tylko ja cierpię, a tak na prawdę każdy cierpi z jakiegoś powodu. - łzy pojawiły się w jej oczach i zaczęły spływać po jej policzkach.
- Ale nie płacz. - Przytulił ją.- Posłuchaj, gdyby było inaczej to bylibyśmy razem. Ale jest...
- Jest idealnie. - Powiedziała. Kakashi wytarł jej łzy i spojrzał głęboko w oczy.
- Bycie ze mną nie jest łatwe... Jeśli ktoś jest ze mną w związku musi się liczyć z tym że będzie bardzo cierpieć.
- Zrobiłabym wszystko, tylko by być z tobą. Jesteś dla mnie bardzo ważny.
- Ty dla mnie też. Mogę coś dla Ciebie zrobić? Cokolwiek?
- Bądź... Po prostu bądź...
- Tylko tyle?
- Aż tyle. - Powiedziała. Kakashi się do niej uśmiechnął i pogłaskał ją po policzku. - Kocham...
- Nie mów tego. - Powiedział.
- Dlaczego. Nie boję się tego, jesteś...
- Ale ja się boje... - Nie mogła uwierzyć w to co słyszy. On się boi? Jak to? - Boję się że Cię zranię... Przy mnie w każdej chwili może Ci się coś stać, a wtedy nie przeżyłbym tego... Jesteś dla mnie zbyt ważna, bym mógł Cię ranić w jakikolwiek sposób.
- Kakashi zrozum że ja Cię...
- Mówiłem żebyś tego nie mówiła. To dla mnie zbyt trudne.
- Dla mnie też Kakashi. Zrobię wszystko, naprawdę. Nie ważne jaki ból mi zadasz, ja i tak cię będę kochać. - Kakashi nie wytrzymał, zbliżył się do niej, jednak zanim zdążył cokolwiek zrobić...
- Uuu, widzę że u was wszystko świetnie.
- NARUTO!! - Krzyknęła wstając i uderzając przyjaciela w twarz.
- No przepraszam, ale wyglądacie tak słodko że trudno pukać widząc taką scenkę. Jesteście już razem?
- C-co? Nie! My wcale nie... - Mówił zawstydzony szaro włosy.
- Nie Naruto, nie jesteśmy razem, a teraz idź bo muszę z Kakashim jeszcze porozmawiać.
- No dobrze. To do zobaczenia Kakashi-sensei, pa Sakura. - Wyszedł, a Sakura kontynuowała.
- Na czym skończyliśmy? - Zapytała.
- Ja już pójdę. Zrobiło się niezręcznie.
- Nigdzie nie idziesz.
- Nie będziesz mi rozkazywać. - Zaśmiał się i wyszedł przez okno.
"Jeszcze zobaczymy, kto komu będzie rozkazywać." Uśmiechnęła się.

Następnego dnia...

Sakura szła przez Konohe, kierując się w stronę parku. Jak zawsze, w tygodniu, park był pusty. Jednak zauważyła że ktoś leży na ławce. Podeszła do ławki. Spał na niej Kakashi.
"No nieładnie tak usnąć w trakcie czytania. Zaraz... Czy on nie ma maski? Tak! Nareszcie! Tylko... Jakby teraz odsunąć tą przeklętą książkę żeby się nie obudził?" Złapała za książkę leżącą na twarzy Kakashi'ego i powoli ją zaczęła podnosić. Nagle poczuła że coś ściska jej rękę.
- Nie radził bym. - Usłyszała za swoimi plecami. Spojrzała na ławkę ale nikogo na niej nie było. - Nie ładnie podglądać innych.
- Ja nie... To znaczy. A dobra co mi tam. Tak chciałam zobaczy twoją twarz bez maski. Co mi teraz zrobisz? - Uśmiechnęła się.
- Ja? Nic, za to Tsunade nie będzie zadowolona z tego co miało miejsce chwile temu.
- Co?! proszę, Kakashi... Nie mów jej o tym, i tak już mam z nią problemy. Jakbyś jej o tym powiedział to...
- No dobrze, nie powiem jej. - Sakura odetchnęła z ulgą. - Ale to tylko z powodu sympatii jaką Cię darzę. Hmm... Ale w zamian musisz coś dla mnie zrobić. - Uśmiechnął się.
- Dla Ciebie wszystko.
- Przyjdź do akademii o 21:00.
- Czy to randka? - Zapytała rumieniąc się.
- Nazywaj to sobie jak chcesz, po prostu przyjdź. - Powiedział po czym zniknął.

Dziewczyna nie potrafiła się już doczekać. powoli dochodziła godzina 21:00. Wyszła z domu i skierowała se w stronę akademii.
Weszła do środka.
- STO LAT! - usłyszała otwierając drzwi...

*~*~*

I koniec kolejnego rozdziału ^^
Znowu krótki wyszedł, ale to dlatego
żeby następny był taki wow :3
Także do zobaczenia :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz